Bo Dzieci nam pojawiły się. Czworo.

To nie jest prank. Naprawdę nie mieliśmy dzieci do końca sierpnia tego roku. A kiedy już się pojawiły, to na całego. I wiele. Czworo znaczy się. Ale od początku…

Było grudniowe popołudnie, kiedy wrócił do domu. On, ale jakby inny, nieswój, inny. Wpadł do kuchni i krążąc wokół stołu zaczął opowiadać wyrzucał z siebie myśli. I słowa. Ci, co go znają, pytają czasem, czy wypowiada On w ogóle zdania złożone. W tamto popołudnie wylało się z niego ich morze. Krążył wokół stołu, a słowa płynęły… Że dzieci są, że myśleliśmy, że może w końcu by ten temat rodziny zastępczej popchnąć, że właśnie dzieci, że sympatyczne, że od dwóch lat w domu dziecka, że o dobrej opinii, że przecież mamy miejsce i że poustawiamy wszystko, że zniesiemy się na dół, a one na górę, bo wiesz, kochanie, bo ich jest… czwóreczka!

Siadłam, jak stałam. Bo owszem, o byciu rodziną zastępczą myśleliśmy. I cały czas czasu brakowało, by do urzędu się udać. Tak jakoś. A tu się okazuje, że wspomnieliśmy o pomyśle u teściowej, a później byli u niej inni krewni, którzy w domu dziecka się wychowywali i właśnie oni wspomnieli, że jest taka czwóreczka w placówce i wszyscy szukają dla nich domu, a do adopcji nikt się nie zgłosił…

Zaczęło się od spania. Bo przy tak ważnej decyzji trzeba się przespać. I to dobrze przespać. Gdzieś pod skórą oboje wiedzieliśmy, ze to musi być WSPÓLNA decyzja. Że jeśli jedno będzie chciało, a drugie tylko się zgodzi, to świetna droga do trudności to będzie. I że wchodzimy w to razem, albo w ogóle. Przesypialiśmy się jakiś tydzień i postanowiliśmy dowiedzieć się więcej. Najpierw więc do krewnych, a później do domu dziecka się przejechaliśmy.

Pierwsze spotkanie to w sumie rozmowa była: trochę z dyrektorem, trochę z innymi pracownikami. O dzieciach, o nas, o tym, czemu i skąd taki pomysł. Trochę – o ile można w pół dnia – się poznaliśmy, lekko obwąchaliśmy. Gdzieś pod koniec przyjechały dzieci ze szkoły, więc mogliśmy się zobaczyć. Wracając do domu zdaliśmy sobie sprawę, że o wiele więcej się wydarzyło, niż planowaliśmy…

Potem jeszcze parę spotkań w domu dziecka, a w międzyczasie ruszyliśmy z machiną biurokraktyczną. Spotkania były fajne: raz poszliśmy na spacer, innym razem w świetlicy z wychowawcą i bez, czasem pogadaliśmy i z innymi opiekunami i pracownikami. W końcu jednak nadszedł wielki dzień i Dyrektor domu dziecka spytał: Czy chcecie Państwo wziąć dzieci na Święta? Wzięliśmy. Na Wielkanoc. Dzieciaki twierdzą, że było im u nas dobrze i chciały więcej i częściej. My po tamtych Świętach przez jeden dzień musieliśmy „odchorować” i kompletnie nas zatkało. Takiej ilości słów, myśli, przeżyć w tak krótkim czasie się nie spodziewaliśmy!

Przez kolejne trzy miesiące braliśmy dzieciaki do siebie prawie co drugi weekend. Oni z chęcią do nas jechali, a my oswajaliśmy się z tym, ile można przeżyć w dwa krótkie dni. W tzw. międzyczasie w PCPR nic się nie działo, ponieważ nasze szkolenie na rodzinę zastępczą zostało przełożone na jesień, więc tylko w  sądzie czekaliśmy na termin rozprawy. Gdzieś w środku czerwca Dyrektor zadał nam drugie ważne pytanie i brzmiało ono: Czy będziecie chcieli wziąć dzieci na wakacje? Poszliśmy za ciosem! I tak większość wakacji dzieciaki też spędziły u nas. Pod koniec udało nam się przyspieszyć nieco formalności sądowe i po lekkim „obejściu systemu” dzieci od nowego roku szkolnego zamieszkały z nami.

No i tak to właśnie czasem jest, że najpierw widzisz swoich znajomych, którzy tworzą duże rodziny, potem kupujesz dom, żeby mieć więcej przestrzeni, przygarniasz starszą osobę pod dach w chorobie, bo przecież masz miejsce, by w końcu stać się modelem: 2 + 4 + 1 + pies i dwie papużki!

5 1 vote
Article Rating

Może cię też zainteresować...

Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Iwona
5 lat temu

Gratuluję. Duża radość. Życzę samych sukcesów wychowawczych.

Ewa Popielarz
Ewa Popielarz
5 lat temu

O matko, jak ja Was podziwiam! Wiele razy o tym z Mężem rozmawialiśmy, ale strasznie się boję, że bym zawiodła. I na rozmowach się kończy. Dobrze, że są na świecie tacy odważni ludzie jak Wy.

Anka
5 lat temu

Gratulacje, fantastyczna sprawa! Jesteście wspaniałymi ludźmi!